Rękodzieło i inne pasje Yeshki

Świat Yeshki – zainteresowania, hobby i szeroko rozumiana twórczość…

Archiwum Tagów: baran z masy solnej

Nowa bluzka, masa solna i salsa

Nie macie wrażenia, że czas ostatnio coraz szybciej ucieka? Jeszcze niedawno czekało się na święta a tu już po. Jakaś masakra… Tym sposobem od ostatniego wpisu upłynęły wieki. Czas ten minął mi momentami przyjemnie, momentami boleśnie, ale o tym później.

Zacznijmy od twórczości radosnej. Sięgnęłam po masę solną, z której dzieła innych blogerek podziwiam od dawna. Nie jest to wymagający materiał, więc tworzy się bardzo przyjemnie. Efekty nie są zawsze zadowalające, ale jako zupełny amator tym akurat najmniej się przejmuję. I tak oto powstały między innymi takie cosie:

(klik=powiększenie)

Ostatnie figury do czegoś pewnie podwieszę, ale chwilowo dosychają na parapecie. Wszystko malowałam farbkami wodnymi.

Jakiś czas temu kupiłam w przecenie bardzo fajną, niezobowiązującą bluzkę w Orsay’u, której forma skusiła mnie na tyle, że na drugi dzień stworzyłam jej klona z materiału, na który nie miałam jeszcze pomysłu i którego się trochę bałam (cieniutki, siateczkowy i bardzo rozciągliwy). Okazało się, że lęki moje były bezpodstawne i po oswojeniu ściegu elastycznego Łucznikowej Julii powstała ona:

Zaraz po skończeniu bluzki zrobiłam sama sobie na złość i usiłując wciągnąć wystającą nitkę zrobiłam dziurę… Stąd ta nieforemna patka i oczka zaciskowe. Kombinowanie moje poszło tak daleko, że zrobiłam kolejną dziurę ekstra (nie pytajcie jakim sposobem, bo tego nie wiem nawet ja) no i ostatecznie bluzka wygląda jak wygląda.  Podoba mi się to, jak się „leje” – czuję się w niej przez to bardzo swobodnie. Minusem jest prześwitywanie szwów – widać to bardzo przy dekolcie. Ale coś za coś. Na drugim zdjęciu kolor jest najbliższy rzeczywistemu.

Wspominałam coś o bólu… A bolało i to nawet bardzo. A co? A zakwaszenie mięśni. Marudzić z tego powodu nie będę bo sama sobie jestem winna ale też przyznać muszę, że się trochę pobawiłam. Dorwałam po prostu fajną „zabawkę”, która zabrała mi jakieś 3 godziny z pewnej niedzieli. Dowalę trochę promocji, ale rzecz jest warta polecenia. A mowa o technologii Kinect do konsoli Xbox 360 i możliwościach jakie ona daje. Pomijam gry w jakie można na tym ciorać na pada i „samym sobą”, mi bardziej chodziło o szeroko rozumiany fitness i naukę tańca. Przyznam, że nie pamiętam kiedy tak się zgrzałam jak w tamtą niedzielę i mimo, że padałam już na twarz to chciałam więcej, ale po prostu nie dałam rady. Na drugi dzień czułam się jeszcze dobrze, zakwasy przyszły niespodziewanie wieczorem… Nie skłamię, jeśli powiem, że przez jakieś 3-4 dni każdy, nawet najmniejszy  ruch sprawiał mi ból. Kto przeszedł coś podobnego to wie :D Teraz ograniczam już treningi, żeby się nie przeforsować. No i moja wymarzona salsa… W końcu mogę sobie po cichu, bez zbędnych świadków próbować swoich sił i w tej dziedzinie. Jest to dość fajna, choć nietania alternatywa dla normalnego kursu. Trzeba mieć jednak dużo samozaparcia i wolnego czasu, żeby ćwiczyć regularnie. Ja na razie nie mam z tym problemu, bo sprawia mi to przyjemność. No i nikt nie powie Ci dokładnie co robisz źle, do wszystkiego trzeba dojść samemu.

Zmieniając temat: kociambry moje porosły jak szalone. A Eve ma pazury jak skalpele, o czym wciąż mi przypomina…

Dexter w nowym domu… :D

Dexiu waży już dobrze ponad 3 kilo a Eve jakieś 2. Prawdopodobnie niedługo Dexiu straci swoje klejnoty rodzinne, bo przecież nie chcę zakładać hodowli. Jeszcze bida nie wie co go czeka…

Pozdrawiam!

Yeshka

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: