Rękodzieło i inne pasje Yeshki

Świat Yeshki – zainteresowania, hobby i szeroko rozumiana twórczość…

I can’t get enough

Szybciutko kolejne bransoletki:

braceletbraceletbracelet

Jak widać na drugim zdjęciu Eve czynnie mi asystowała przy sesji zdjęciowej. Szkoda tylko, że szybko zrobiło się ciemno, bo nie zdążyłam obfocić reszty. W międzyczasie odebrałam Mazdę od blacharza i powędrowała do mechanika na wymianę przewodów hamulcowych. W weekend została złożona do kupy, umyta i dziś już mogłam jechać jak człowiek – w piątek pojechałam do pracy tylko o jednym fotelu i z gołą blachą pod nogami. Efekty dźwiękowe podczas jazdy bezcenne :D A w sobotę czeka mnie chrzest bojowy – pierwszy raz pojadę sama autem do domu. To jakieś 430 km jazdy… Będzie bardzo interesująco, to pewne :)

Pozdrawiam ciepło w tym senno-depresyjnym (ponoć) dniu :)

Jeszka

Bransoletki cd.

Jakiś czas temu zrobiłam jedną, delikatną bransoletkę, którą zdarzało mi się czasem nosić:

silver bracelet

Wczoraj tak siadłam wieczorkiem i pociągnęłam produkcję w podobnym tonie i coś mi się zdaje, że w końcu trafiłam w swój gust :D Uwielbiam srebro i nie rzucające się w oczy dodatki, więc te wytwory do mnie trafiają idealnie. Że też wcześniej takich nie zrobiłam…

silver braceletbransoletkabransoletkabransoletkabransoletka

Pozdrawiam ciepło! Dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze! :)

Jeszka

Bransoletkowy szał

Witajcie :)

Dopadła mnie ostatnio chęć na poskładanie nieskomplikowanych bransoletek. Kolczyki na jakiś czas odstawiłam, bo trochę za dużo już się ich nazbierało, ale bransoletek w nadmiarze jeszcze nie mam… Wymownym milczeniem pominę fakt, że prawie wcale ich nie noszę… Pozostaje mieć nadzieję, że przypadną do gustu komuś innemu i tym samym zostaną ocalone przed zakopaniem wśród innych szpargałów. Ostatnio się ponawypisywałam sporo, więc dziś już kończę i daję zdjęcia. Plus 3 pary kolczyków. Całe w srebrze już zaadoptowałam, bo bardzo mi się spodobały (uwielbiam kolczyki na łańcuszku typu żmijka…)

braceletbraceletbraceletbraceletbraceletbraceletbraceletbraceletearingsearingsearings

Jutro sobota :) Czyli sprzątańsko i zerkanie w jego trakcie na “Na Wspólnej”. Nie oglądam tasiemców, szczególnie polskich, ale tydzień temu się trochę wciągnęłam i po prostu muszę :D Jeśli już o serialach mowa, to ostatnio wszędzie jakieś szaleństwo… W “Pamiętnikach wampirów” akcja, że ja pierdziu; tytułowy mentalista, Mr Jane też szaleje w swoim serialu, nie wspominając o “The big Bang Theory”… Aktualnie na spokojnie nadganiamy “New Girl” a niedawno skończyliśmy oglądać 4 serie “Heroes” – ku mojemu zdziwieniu okazał się bardzo fajny, a dość długo się przed nim broniłam. No cóż, można się czasem pomylić w osądzie :)

Pozdrawiam i życzę pogodnego weekendu :)

Jeszka

Nadganiam…

No i mamy piękną pogodę. Widać to po mniejszej ilości wpisów na blogu – ciepełko wyciąga człowieka z domu i nie pozwala tracić czasu przed monitorem. I dobrze, bo po zimie aż się chce coś zadziałać na świeżym powietrzu. Weekend majowy trwał dla mnie cały tydzień i udało mi się w trakcie zaliczyć bardzo fajny wypad za granicę. Z grupką znajomych pojechaliśmy na Słowację – do miejscowości Liptovské Matiašovce, oddalonej około 380 km od Częstochowy. Widoki bajeczne – dookoła góry a po środku wielkie jezioro.

W okolicy są dwa aquaparki – Tatralandia i Basenova. Ten drugi obiecałam sobie zaliczyć przy okazji następnego wyjazdu, bo z powodu spalonych pleców i ogólnego zmęczenia nie dałam już rady. Tatralandię każdemu polecam – nie umiem co prawda pływać, ale z radochą biegałam od zjeżdżalni do zjeżdżalni. Ale do jednej – Bumerangu – na pewno już nie wrócę, a zjechałam tylko dlatego, że wstyd mi było stchórzyć. Powiem Wam szczerze, że serce na chwilę mi zamarło ze strachu…
Podsumowując – genialne miejsce na zabawę dla starych i młodych. Ale radzę wziąć jedzenie ze sobą, bo kolejki były kosmiczne a obsługa powolna. Szkoda tylko, że nie wszystkie atrakcje były już dostępne. Wejściówka dla osoby dorosłej kosztuje chyba 17 EUR na cały dzień. Da się przeżyć.

Po powrocie odkurzone zostały rowery i przydomowy grill. Wszystko cacy, ale oczywiście musiały się pojawić problemy, no i przy okazji wymiany kół w samochodzie na letnie (wiem, wiem, trochę późno…) okazało się że moja Mazia ma podłogę stylizowaną na ser szwajcarski. No to do blacharza… Aktualnie się robi. Oby mi zostało funduszy na wakacje :(

Dzień za dniem mija a tu rękodzieło całkowicie zaniedbane. Udało mi się tylko porobić kilka par kolczyków i uszyć testowy kuferek, zupełnie nieprzemyślany, potrzebny wyłącznie żeby trzymać pewne rzeczy w tzw. kupie. Wrażenia estetyczne nie były priorytetem. Zadanie spełnia w 100%. Sama pikowałam, dlatego wyszło troszkę nierówno.

A od kilkunastu dni Eve i Dexiu mogą szaleć jeszcze bardziej niż wcześniej, a to za sprawą mega drapaka, który powstał po części ze starego domko-drapaka Baśki – został obdarty ze starego obicia, opalony i obity na nowo miśko-podobym kocem kupionym w Leroy Merlin pod Częstochową. Wielka bela po alkantarze okręcona została sizalowym sznurkiem i prowadzi na wysokości, skąd jest świetny widok na królewskie włości.

cat tree

Półka nad drzwiami nie wygląda jakoś strasznie wyjściowo i prawdopodobnie zostanie w jakiś sposób dopasowana kolorystycznie do ścian, ale na razie jest jak jest. Widać na zdjęciach czym koty się zajmują gdy nikt nie patrzy – tapety i tak mają zniknąć, więc nikt się tym nie przejmuje.

Przyznać się muszę, że Eve już mnie bardzo ładnie wytresowała – zrzuca mi zabawki z niższej półki a ja je wrzucam z powrotem na górę, Eve je łapie swoimi skalpelami, po czym łapką spycha na dół. I tak w kółko. Niepokoi mnie tylko jej spojrzenie – takie pogardliwe…

Chyba rośnie nam mała damulka. A z kolei Dexter to taka rozkoszna pierdoła… Stawiasz to to na podłogę a to się wywala – coś jak Ragdoll, który „flaczeje” po wzięciu na ręce :D

Dwa małe urwisy, które są zupełnie różne ale za to świetnie się dogadują. A poniżej moja wariacja na temat LOLcat.

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu! :)

Jeszka

Wyniki candy

Nie myślcie, że o Was zapomniałam :) Absolutnie nie! Zanim podam wynik chciałam serdecznie podziękować wszystkim zainteresowanym za życzenia i dobre, motywujące słowa. Jesteście kochane! Cieszę się, że tyle z Was się zgłosiło:)

A teraz żeby nie przedłużać podam uzyskany wynik:

Liczymy od najstarszego wpisu, czyli zwycięzcą jest… LavInArt Gratuluję!!! Bardzo proszę o adres na mejla yeshka@o2.pl Jak tylko go dostanę od razu maszeruję na pocztę :)

Pozdrawiam i życzę dobrej nocy!

Jeszka

 

Nowa bluzka, masa solna i salsa

Nie macie wrażenia, że czas ostatnio coraz szybciej ucieka? Jeszcze niedawno czekało się na święta a tu już po. Jakaś masakra… Tym sposobem od ostatniego wpisu upłynęły wieki. Czas ten minął mi momentami przyjemnie, momentami boleśnie, ale o tym później.

Zacznijmy od twórczości radosnej. Sięgnęłam po masę solną, z której dzieła innych blogerek podziwiam od dawna. Nie jest to wymagający materiał, więc tworzy się bardzo przyjemnie. Efekty nie są zawsze zadowalające, ale jako zupełny amator tym akurat najmniej się przejmuję. I tak oto powstały między innymi takie cosie:

(klik=powiększenie)

Ostatnie figury do czegoś pewnie podwieszę, ale chwilowo dosychają na parapecie. Wszystko malowałam farbkami wodnymi.

Jakiś czas temu kupiłam w przecenie bardzo fajną, niezobowiązującą bluzkę w Orsay’u, której forma skusiła mnie na tyle, że na drugi dzień stworzyłam jej klona z materiału, na który nie miałam jeszcze pomysłu i którego się trochę bałam (cieniutki, siateczkowy i bardzo rozciągliwy). Okazało się, że lęki moje były bezpodstawne i po oswojeniu ściegu elastycznego Łucznikowej Julii powstała ona:

Zaraz po skończeniu bluzki zrobiłam sama sobie na złość i usiłując wciągnąć wystającą nitkę zrobiłam dziurę… Stąd ta nieforemna patka i oczka zaciskowe. Kombinowanie moje poszło tak daleko, że zrobiłam kolejną dziurę ekstra (nie pytajcie jakim sposobem, bo tego nie wiem nawet ja) no i ostatecznie bluzka wygląda jak wygląda.  Podoba mi się to, jak się „leje” – czuję się w niej przez to bardzo swobodnie. Minusem jest prześwitywanie szwów – widać to bardzo przy dekolcie. Ale coś za coś. Na drugim zdjęciu kolor jest najbliższy rzeczywistemu.

Wspominałam coś o bólu… A bolało i to nawet bardzo. A co? A zakwaszenie mięśni. Marudzić z tego powodu nie będę bo sama sobie jestem winna ale też przyznać muszę, że się trochę pobawiłam. Dorwałam po prostu fajną „zabawkę”, która zabrała mi jakieś 3 godziny z pewnej niedzieli. Dowalę trochę promocji, ale rzecz jest warta polecenia. A mowa o technologii Kinect do konsoli Xbox 360 i możliwościach jakie ona daje. Pomijam gry w jakie można na tym ciorać na pada i „samym sobą”, mi bardziej chodziło o szeroko rozumiany fitness i naukę tańca. Przyznam, że nie pamiętam kiedy tak się zgrzałam jak w tamtą niedzielę i mimo, że padałam już na twarz to chciałam więcej, ale po prostu nie dałam rady. Na drugi dzień czułam się jeszcze dobrze, zakwasy przyszły niespodziewanie wieczorem… Nie skłamię, jeśli powiem, że przez jakieś 3-4 dni każdy, nawet najmniejszy  ruch sprawiał mi ból. Kto przeszedł coś podobnego to wie :D Teraz ograniczam już treningi, żeby się nie przeforsować. No i moja wymarzona salsa… W końcu mogę sobie po cichu, bez zbędnych świadków próbować swoich sił i w tej dziedzinie. Jest to dość fajna, choć nietania alternatywa dla normalnego kursu. Trzeba mieć jednak dużo samozaparcia i wolnego czasu, żeby ćwiczyć regularnie. Ja na razie nie mam z tym problemu, bo sprawia mi to przyjemność. No i nikt nie powie Ci dokładnie co robisz źle, do wszystkiego trzeba dojść samemu.

Zmieniając temat: kociambry moje porosły jak szalone. A Eve ma pazury jak skalpele, o czym wciąż mi przypomina…

Dexter w nowym domu… :D

Dexiu waży już dobrze ponad 3 kilo a Eve jakieś 2. Prawdopodobnie niedługo Dexiu straci swoje klejnoty rodzinne, bo przecież nie chcę zakładać hodowli. Jeszcze bida nie wie co go czeka…

Pozdrawiam!

Jeszka

Urodzinowe candy :)

Co prawda pierwsze urodziny bloga przemknęły nieco niezauważenie (były 11 marca), nie przeszkadza to jednak w urządzeniu małej rozdawajki.

Spośród chętnych wylosuję osobę, która otrzyma wisior, bransoletkę i kolczyki:

Aby wziąć udział w losowaniu trzeba przede wszystkim zostawić tu po sobie komentarz wyrażający chęć przygarnięcia cukierasów. Jeśli prowadzisz bloga – wstaw u siebie podlinkowany baner. Jeśli nie – koniecznie podaj w komentarzu mejla.

Na zapisy będę czekać do 22 kwietnia po czym nastąpi komisyjne losowanie :D Powodzenia!

Pozdrawiam!

Jeszka

Ciastko z mikofali w 5 minut

Przepis znaleziony w sieci, wielokrotnie przetestowany. Dobry, gdy chce się coś słodkiego, ale nie bardzo ma się chęci czy czas, żeby zrobić coś konkretniejszego.

Ciastko z mikrofali

Składniki:
- 4 łyżki mąki pszennej (takie do zupy, ale nie chochle :P )
- 3 łyżki cukru
- 1 łyżeczka (do herbaty) proszku do pieczenia
- 1,5 łyżki kakao

- odrobina masła i bułki tartej do przygotowania kubka

- 3 łyżki mleka
- 3 łyżki oleju
- jajko

+ kuchenka mikrofalowa
+ żaroodporny kubek, u mnie świetnie sprawdził się taki:

kubek szło dymne

Przygotowanie:

Najpierw mieszamy wszystkie suche składniki a potem dodajemy mokre. Dokładnie mieszamy do momentu aż masa będzie gładka i bez grudek. Bezdomna Wioletta z Szafy uświadomiła mi, że o czymś zapomniałam – formę przed wylaniem ciasta należy posmarować masłem. Ja jeszcze delikatnie opruszam bułką tartą, ale taką bardzo drobno mieloną. No i dopiero potem przelewamy do tak przygotowanego kubka i “pieczemy” w mikrofali przez dokładnie 3 minuty w maksymalnej temperaturze. I tyle :D   Dziękuję Wioletcie, także za przetestowanie przepisu i życzę wszystkim smacznego!

ciastko z mikrofali

Pozdrawiam

Jeszka

Ile można…?

Do znudzenia :D czyli kolejna tunika. Chyba mi się nigdy nie znudzą… i nie mam nic przeciwko. Oto przód:

tunic

I tył:tunic

Jak już kiedyś mówiłam manekin nie ma moich wymiarów, stąd na plecach lekkie falowanie na szwie. Na mnie, na szczęście, nic takiego się nie dzieje. Materiał nie chciał za bardzo współpracować, bo jest dość cienki i bardzo rozciągliwy, co się okazało dużym utrudnieniem. Ratowałam się żelazkiem i jakoś poszło. Nosi się bardzo przyjemnie, chociaż zastanawiam się czy jej nie skrócić. Zobaczymy…

Niedawno wystawiłam na sprzedaż swoje pierwsze prace, więc zapraszam:

Yesh K design

Jeśli spodobało się Wam coś, czego tam jeszcze nie ma to piszcie na mejla.

Pozdrawiam!

Jeszka

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.