Odwiedziny:
- 17,613 ogółem
Świat Yeshki – zainteresowania, hobby i szeroko rozumiana twórczość…
Kochani, od dziś wszystko będzie lądowało tylko na blogspocie: yeshka.blogspot.comDotychczas prowadziłam obydwa blogi równoczesnie, ale że to większego sensu nie ma, to zdecydowałam się na blogspota. Mam nadzieję, że mi wybaczycie
Planowałam zrobić to dopiero za jakiś czas, ale po co czekać…
Z tej okazji nadałam mojemu kątkowi nowy tytuł, który trochę odzwierciedla to co się u mnie teraz dzieje: “Yeshka gone wild”.
Dziękuję Wam bardzo, że tu zaglądaliście i zapraszam do siebie pod nowym adresem.
Asia
Visit my blog here:
Spodobało mi się, oj tak. Pieczenie muffinek i ciasta francuskiego jest o wiele fajniejsze od pieczenia normalnych, pełnowymiarowych ciast. Szybsze, łatwiejsze i sprawia większą frajdę. Na pierwszy ogień kupiłam niedrogą blaszkę, którą zdążyłam już zmasakrować, dlatego skusiłam się na coś innego…
Przekopałam różne fora w poszukiwaniu opinii na temat najlepszych foremek i wniosek jest jeden: silikonowe. Zalety się mnożą pozostawiając blaszane pierwowzory daleko w tyle. Ale wiadomo – co osoba to inna opinia, szala zwycięstwa była jednak po stronie silikonu
, nie pierwszy raz, zapewne. Nie wymagają smarowania, są łatwe w czyszczeniu i wygodne w opróżnianiu z gotowego wypieku. Jak na razie to dla mnie jedynie teoria, bo nie zdążyłam przetestować, ale kupić kilku przedstawicieli tego kosmicznego gatunku i owszem
I tak oto weszłam w posiadanie trzech blaszek:
oraz foremek o większej swobodzie w liczbie 20 szt. w sumie – 10 standardów i 10 różyczek:
i wszystkie mi się strasznie podobają.
Mam jedynie delikatne obawy co do mojego przedpotopowego piekarnika, bo temperatura jaka się tam objawia w czasie pieczenia to jedna wilka zagadka – miałam już niespodziankę w postaci spalonych w ciągu 10 minut pieczenia muffinek (a piec się miały w sumie 25 minut…). Co prawda był piekielny upał i może to wpłynęło na taki obrót rzeczy
Mam tylko nadzieję, że nie zmieni tych form w bezkształtną masę i będą mi długo służyły. Relację oczywiście zdam po dokonaniu czynu, być może doświadczenia moje komuś pomogą w dokonaniu wyboru.
Pozdrawiam serdecznie!

Składniki:
Przygotowanie:
1. W jednej misce mieszamy suche składniki a w osobnej mokre (oprócz dżemu).
2. Mieszamy następnie wszystko razem do momentu połączenia się składników.
3. Formy muffinek smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą, lub wkładamy papilotki.
4. Wlewamy do każdej foremki ciasto do 1/3 wysokości. Kładziemy na to ciasto około jednej łyżeczki dżemu, po czym zakrywamy kolejną porcją ciasta. Ciasto nie może sięgać wyżej niż do 2/3 wysokości foremki, bo po wyrośnięciu może nam zwiać poza formę.
5. Pieczemy około 20-25 minut w temp 200◦C (teoretycznie – u siebie mam tylko regulację “góra” i “dół” – włączyłam obie opcje i ładnie się wypiekło). Czas oczywiście może ulec zmianie, muffinki muszą się po prostu zarumienić
Można udekorować wedle uznania kremem czy np. czekoladą i posypką. Ja polałam najzwyklejszą polewą do deserów dostępną w markecie, trochę się za bardzo rozlewała, więc raczej nie polecam, chyba, że w małych ilościach.
Subiektywne uwagi – ciasto jest dość ciężkie a ja raczej wolę puszyste i lekkie, więc następnym razem spróbuję czegoś innego. Zamiast dżemu do ciasta można dodać kawałki czekolady czy suszone owoce.
EDIT: Wniosek po upieczeniu drugiej blaszki: nie można przesadzać z ilością dżemu
…
Smacznego!
Witajcie kochani
Nareszcie trochę słońca
Dwa tygodnie nie-wiadomo-czego już wystarczy. Ciekawe tylko czy taka aura się utrzyma… W międzyczasie uległam Euro-gorączce i pilnie śledziłam poczynania naszych chłopaków. Szkoda, że się nie udało, ale trzeba przyznać, że było co oglądać
Zastanawiam się tylko jakim cudem Lewandowski jest jeszcze w jednym kawałku - na każdym meczu prali go niemiłosiernie…
W poprzednim poście wspominałam, że czeka mnie moja pierwsza samodzielna jazda do domu samochodem. Niepotrzebnie się jej obawiałam bo droga okazała się bardzo przyjemna, choć powrót do Częstochowy przez Zawiercie i Siewierz jadąc od strony Lelowa to już lekka przesada… Ale nic to, dałam radę i jestem z siebie dumna
Teraz już będę mogła sobie sama jeździć do domu kiedy chcę, o ile moja Mazda będzie w stanie
Szkoda tylko, że to aż tyle kilometrów… Parę kadrów z domu:
Pochwalę się że kilka tygodni temu wygrałam konkurs u Diany (Diana Art) na życzenia dla jej mamy, która obchodziła urodziny. Wygrałam takim wierszykiem:
Urodzinowo, uroczyście i najserdeczniej w świecie
składam Mamie życzenia, choć ja – obce dziecię.
Życzę zatem niniejszym, przepięknie recytując:
Wszystkiego co najlepsze, wszystko razem sumując.
By opisać bardziej konkretnie i nieco szczegółowo
posłużę się niniejszym ojczystą naszą mową:
po pierwsze – dużo zdrowia, by zawsze dopisało;
by wszystko po myśli pięknie się układało;
dostatku wszelkiego i pieniędzy w zapasie,
oraz bliskich wsparcia w nieco gorszym czasie.
Niech spełni się to, czego Pani dusza pragnie,
życzę szczerze ja, mam nadzieję, że ładnie…
A w nagrodę dostałam od Mamy Diany piękny podarunek, za który jeszcze raz serdecznie dziękuję
I chyba nigdy nie dostałam tak sympatycznie zapakowanej przesyłki (aż szkoda było otwierać):
Nawiązując do tytułu wpisu wczoraj miałam swój pierwszy raz w pieczeniu muffinków (nie babeczek, bo jest różnica
). Przy okazji wypróbowałam piekarnik przywieziony z domu, bo niestety dotychczas dysponowałam jedynie prodiżem. I wszystkie zniknęły w trymiga
Przepis dam w kolejnym poście, żeby nie dawać wszystkiego do jednego wora. Coś czuję, że muffinki będą częstym gościem bo piecze się łatwo, szybko i przyjemnie
Pozostaje jedynie kwestia znalezienia przepisu na ciasto idealne, z którym można by kombinować …
Nadmienię tylko, że blaszkę kupiłam w Tesco za 19 zł. To chyba nawet tanio. Muffinki wychodziły z niej bez problemu – posmarowałam foremki masłem i wysypałam bułką tartą.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej niedzieli
Szybciutko kolejne bransoletki:
Jak widać na drugim zdjęciu Eve czynnie mi asystowała przy sesji zdjęciowej. Szkoda tylko, że szybko zrobiło się ciemno, bo nie zdążyłam obfocić reszty. W międzyczasie odebrałam Mazdę od blacharza i powędrowała do mechanika na wymianę przewodów hamulcowych. W weekend została złożona do kupy, umyta i dziś już mogłam jechać jak człowiek – w piątek pojechałam do pracy tylko o jednym fotelu i z gołą blachą pod nogami. Efekty dźwiękowe podczas jazdy bezcenne
A w sobotę czeka mnie chrzest bojowy – pierwszy raz pojadę sama autem do domu. To jakieś 430 km jazdy… Będzie bardzo interesująco, to pewne
Jakiś czas temu zrobiłam jedną, delikatną bransoletkę, którą zdarzało mi się czasem nosić:
Wczoraj tak siadłam wieczorkiem i pociągnęłam produkcję w podobnym tonie i coś mi się zdaje, że w końcu trafiłam w swój gust
Uwielbiam srebro i nie rzucające się w oczy dodatki, więc te wytwory do mnie trafiają idealnie. Że też wcześniej takich nie zrobiłam…
Pozdrawiam ciepło! Dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze!

Witajcie
Dopadła mnie ostatnio chęć na poskładanie nieskomplikowanych bransoletek. Kolczyki na jakiś czas odstawiłam, bo trochę za dużo już się ich nazbierało, ale bransoletek w nadmiarze jeszcze nie mam… Wymownym milczeniem pominę fakt, że prawie wcale ich nie noszę… Pozostaje mieć nadzieję, że przypadną do gustu komuś innemu i tym samym zostaną ocalone przed zakopaniem wśród innych szpargałów. Ostatnio się ponawypisywałam sporo, więc dziś już kończę i daję zdjęcia. Plus 3 pary kolczyków. Całe w srebrze już zaadoptowałam, bo bardzo mi się spodobały (uwielbiam kolczyki na łańcuszku typu żmijka…)
Jutro sobota
Czyli sprzątańsko i zerkanie w jego trakcie na “Na Wspólnej”. Nie oglądam tasiemców, szczególnie polskich, ale tydzień temu się trochę wciągnęłam i po prostu muszę
Jeśli już o serialach mowa, to ostatnio wszędzie jakieś szaleństwo… W “Pamiętnikach wampirów” akcja, że ja pierdziu; tytułowy mentalista, Mr Jane też szaleje w swoim serialu, nie wspominając o “The big Bang Theory”… Aktualnie na spokojnie nadganiamy “New Girl” a niedawno skończyliśmy oglądać 4 serie “Heroes” – ku mojemu zdziwieniu okazał się bardzo fajny, a dość długo się przed nim broniłam. No cóż, można się czasem pomylić w osądzie
Pozdrawiam i życzę pogodnego weekendu

No i mamy piękną pogodę. Widać to po mniejszej ilości wpisów na blogu – ciepełko wyciąga człowieka z domu i nie pozwala tracić czasu przed monitorem. I dobrze, bo po zimie aż się chce coś zadziałać na świeżym powietrzu. Weekend majowy trwał dla mnie cały tydzień i udało mi się w trakcie zaliczyć bardzo fajny wypad za granicę. Z grupką znajomych pojechaliśmy na Słowację – do miejscowości Liptovské Matiašovce, oddalonej około 380 km od Częstochowy. Widoki bajeczne – dookoła góry a po środku wielkie jezioro.
W okolicy są dwa aquaparki – Tatralandia i Basenova. Ten drugi obiecałam sobie zaliczyć przy okazji następnego wyjazdu, bo z powodu spalonych pleców i ogólnego zmęczenia nie dałam już rady. Tatralandię każdemu polecam – nie umiem co prawda pływać, ale z radochą biegałam od zjeżdżalni do zjeżdżalni. Ale do jednej – Bumerangu – na pewno już nie wrócę, a zjechałam tylko dlatego, że wstyd mi było stchórzyć. Powiem Wam szczerze, że serce na chwilę mi zamarło ze strachu…
Podsumowując – genialne miejsce na zabawę dla starych i młodych. Ale radzę wziąć jedzenie ze sobą, bo kolejki były kosmiczne a obsługa powolna. Szkoda tylko, że nie wszystkie atrakcje były już dostępne. Wejściówka dla osoby dorosłej kosztuje chyba 17 EUR na cały dzień. Da się przeżyć.
Po powrocie odkurzone zostały rowery i przydomowy grill. Wszystko cacy, ale oczywiście musiały się pojawić problemy, no i przy okazji wymiany kół w samochodzie na letnie (wiem, wiem, trochę późno…) okazało się że moja Mazia ma podłogę stylizowaną na ser szwajcarski. No to do blacharza… Aktualnie się robi. Oby mi zostało funduszy na wakacje
Dzień za dniem mija a tu rękodzieło całkowicie zaniedbane. Udało mi się tylko porobić kilka par kolczyków i uszyć testowy kuferek, zupełnie nieprzemyślany, potrzebny wyłącznie żeby trzymać pewne rzeczy w tzw. kupie. Wrażenia estetyczne nie były priorytetem. Zadanie spełnia w 100%. Sama pikowałam, dlatego wyszło troszkę nierówno.
A od kilkunastu dni Eve i Dexiu mogą szaleć jeszcze bardziej niż wcześniej, a to za sprawą mega drapaka, który powstał po części ze starego domko-drapaka Baśki – został obdarty ze starego obicia, opalony i obity na nowo miśko-podobym kocem kupionym w Leroy Merlin pod Częstochową. Wielka bela po alkantarze okręcona została sizalowym sznurkiem i prowadzi na wysokości, skąd jest świetny widok na królewskie włości.
Półka nad drzwiami nie wygląda jakoś strasznie wyjściowo i prawdopodobnie zostanie w jakiś sposób dopasowana kolorystycznie do ścian, ale na razie jest jak jest. Widać na zdjęciach czym koty się zajmują gdy nikt nie patrzy – tapety i tak mają zniknąć, więc nikt się tym nie przejmuje.
Przyznać się muszę, że Eve już mnie bardzo ładnie wytresowała – zrzuca mi zabawki z niższej półki a ja je wrzucam z powrotem na górę, Eve je łapie swoimi skalpelami, po czym łapką spycha na dół. I tak w kółko. Niepokoi mnie tylko jej spojrzenie – takie pogardliwe…
Chyba rośnie nam mała damulka. A z kolei Dexter to taka rozkoszna pierdoła… Stawiasz to to na podłogę a to się wywala – coś jak Ragdoll, który „flaczeje” po wzięciu na ręce
Dwa małe urwisy, które są zupełnie różne ale za to świetnie się dogadują. A poniżej moja wariacja na temat LOLcat.
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!
